Nie nadaje się do spożycia

Wpis

niedziela, 01 listopada 2015

81 – They Saved Hitler's Brain (1968)

202

 

Z pudełka: Wokół profesora Colemana z dnia na dzień gęstnieje atmosfera. Jego badaniami nad antidotum przeciwko śmiertelnemu Gazowi G interesuje się armia - to naturalne. Ale dlaczego w jego otoczeniu pojawia się coraz więcej wysportowanych blondynów? Kiedy zaczynają ginąć ludzie, i gdy nieznani sprawcy porywają córkę profesora, staje się jasne że to nie przelewki. Trop prowadzi do zapomnianego wyspiarskiego kraiku - Mandory.  Oraz do postaci, która wydawałoby się odeszła już z tego świata...

Nie na temat: Na początek odrobina akademizmu i szufladkowania. Bo film "They Saved Hitler's Brain" możemy zakwalifikować do trzech różnych nurtów - może nie tak popularnych jak ekranizacje amerykańskich komiksów, albo historie o superszpiegach, ale zawsze.

Nazisploitation - tutaj "They Saved..." jest kandydatem nieoczywistym, bo w filmie nie pojawiają się wąsaci naziści... To znaczy pojawiają się, ale nie upokarzają z lubością pojmanych alianckich kobiet, i nie zmuszają ich do różnych złych rzeczy. Ale skoro występuje sam Fuhrer, to powinniśmy chyba odstąpić od książkowej definicji.

Filmy o głowach oddzielonych od ciała - oprócz naszego mamy tutaj takie perły jak "The Thing That Couldn't Die" - o tym, że we własnym ogródku można wykopać głowę XVI-wiecznego wyznawcy Szatana. I to całkiem żywą. Albo "The Brain That Couldn't Die" - o chirurgu, który ocala z wypadku jedynie głowę swojej narzeczonej. A potem poszukuje ciała, do którego mógłby ją przyszyć. Ewentualnie "The Incredible 2-headed Transplant" - o kłopotach, jakie sprawia przyszycie dodatkowej głowy wyrośniętemu, acz niezbyt rozgarniętemu młodzieńcowi. Szczególnie jeśli jest to głowa mordercy.

Co ciekawe, nawet jeśli tytuł sugeruje historię o mózgu, zazwyczaj bohaterem jest cała głowa (w przypadku "They Saved..." nawet z ramionami). Jedynie w "Atomic Brain", opisywanym przeze mnie dawno temu, mamy rzeczywistą transplantację mózgu. Co z tego, że mózg starej kobiety przeszczepiamy w ciało kota...

I wreszcie ostatni nurt - Frankenstein Movies. Nie, nie chodzi o filmy o Frankensteinie, tylko o produkcje, w których oryginał zdecydowano się "odświeżyć", doklejając do niego nakręcone później wstawki - i zazwyczaj tworząc ciężkostrawny misz-masz. Ale za to wydłużając jego czas trwania tak, by nadawał się do telewizji (czyli mógł wypełnić - razem z reklamami - dwugodzinne okienko). I tak "They Saved Hitler's Brain" to tak naprawdę "The Madmen of Mandoras", plus pół godziny dodatkowych scen nakręconych 10 lat później. Amatorom takich patchworków (potworków?) polecam jeszcze "Curse of Bigfoot", albo importowane do USA meksykańskie filmy z Aztecką Mumią w roli głównej.

Fabuła: Dzięki wspomnianej operacji, czyli wstawieniu dodatkowych scen, dostajemy w praktyce dwa filmy w cenie jednego. I to dość wyraźnie rozdzielone, bo łączy je tylko postać profesora Colemana. Inni bohaterowie znikają lub giną w trakcie, pogłębiając i tak silne wrażenie chaosu towarzyszące całej tej produkcji.

Zaczynamy od sceny kradzieży, w której wąsaty złodziej wynosi z laboratorium tajemniczą "formułę", po to tylko by zginąć kilka minut później w eksplozji własnego samochodu - wyraźnie zaaranżowanej przez innych wąsatych typów. Zarówno wąsy, jak i schemat "ktoś za kimś jedzie samochodem" będą potem pojawiać się nader często.

Do sprawy zabójstwa przydzielonych zostaje dwójka agentów C.I.D. (biura kryminalnego FBI, albo może amerykańskiej armii?) - Vic i Tom. Przy czym Vic wygląda jak kolejny wąsaty aktor porno z lat 70-tych (ewentualnie jak Włodzimierz Pijanowski), a Tom okazuje się kobietą i to o bardzo nowoczesnych na tamte czasy poglądach.

022

 Śledztwo rozpoczynają w ogrodowych fotelach, analizując dane przy kubku porannej kawy. Ale szybko orientują się, że trafili na coś poważnego. A my tymczasem oglądamy przebitkę na... słonia na łące. Na tym nieoczywistym przykładzie narrator objaśni nam śmiercionośne działanie Gazu G (co słoń zobrazuje kładąc się na trawie). My zaś po chwili zrozumiemy, że to nie narrator tylko profesor Coleman we własnej osobie - tłumaczący temat wyraźnie zainteresowanym wojskowym. Szczególnie że po zaginięciu "formuły" to profesor jest jedyną osobą, która zna przepis na antidotum dla tego niszczycielskiego gazu.

Profesor okazuje się podobny do Janusza Korwin-Mikke, a jego asystent do modelowego nazistowskiego blond-oprawcy - i czujemy, że wbrew pozorom nic tu nie jest w porządku. Szczególnie, że po chwili profesor dowiaduje się z anonimowego telefonu o uprowadzeniu córki. Po niedługim czasie również sam zostaje porwany (jeden z wielu meandrów scenariusza, którego nie potrafię przekonująco wytłumaczyć). Uruchamia to serię niedorzecznych sytuacji, w których Tom tropi porywaczy, porywacze tropią Tom, strzelają do niej w budce telefonicznej, Vic tropi profesora, porywaczy i Tom, szef Vica okazuje się zdrajcą, postrzelona Tom zabija szefa i sama umiera, Vic ucieka porywaczom samochodem i zasypia(!) za kierownicą, rozbijając się o słup wysokiego napięcia. A wszystko to w rytm zmieniających się losowo (nawet kilka razy w ciągu jednej sceny) dnia i nocy, oraz wszechobecnych wąsów.

062

Jedynym łącznikiem, oprócz Colemana, pomiędzy pierwszą a drugą częścią jest tajemniczy człowiek o latynoskiej urodzie, który próbuje się z profesorem skontaktować. Gdy jest już za późno, pakuje się do samochodu Kathy, drugiej córki Colemana, sugerując że ojciec mógł zostać uprowadzony do małego wyspiarskiego kraiku - Mandory. Zaraz potem ginie zastrzelony przez kolejnych napastników w samochodzie, a Kathy z mężem Philem bezceremonialnie zostawiają jego ciało w budce telefonicznej i ruszają na ratunek ojca.

I przechodzimy w końcu do oryginalnego "Madmen of Mandoras" - przy którym pracowało kilku rzemieślników od kina lat 50-tych (reżyser David Bradley, autor zdjęć Stanley Kortez) dlatego poziom, choć nieznacznie, ale jednak idzie w górę.

Mandora to niewielkie państwo - lotnisko, hotel, sklep z pamiątkami i bar. Oprócz tego góry i drogi donikąd. No i kryjówka nazistów, ale tego na razie nie wiemy. Nic dziwnego, że cały kraj błyskawicznie dowiedział się o przylocie Kathy i Phila. Zarówno typy spod ciemnej gwiazdy, jak i miejscowy szef policji a nawet sam "el presidente" Juan.

093

Przede wszystkim jednak Camino - kolejny latynoski przystojniak, brat owego tajemniczego rozmówcy z pierwszej części. On - po krótkich nieporozumieniach i rozbijaniu sobie wazonów na głowach - wyjaśnia wreszcie, o co w całej historii chodzi. W jednej z najzabawniejszych sekwencji, mimo że na tle archiwalnych zdjęć II wojny światowej. Ted (brat Camina) był lekarzem Hitlera - i uczestniczył w karkołomnym zabiegu, dzięki czemu to co najważniejsze z przywódcy III Rzeszy zostało uratowane. Odciętą głowę zapakowano do specjalnego słoja i wywieziono w bezpieczne miejsce. A lekarzy zastrzelono - lub też prawie zastrzelono, gdyż Ted zdołał się wyczołgać z bunkra i opowiedzieć tę makabryczną historię swemu bratu. Hitler i jego poplecznicy pozostawali w ukryciu aż do teraz, gdy zamierzają ponownie przejąć władzę nad światem przy pomocy śmiercionośnego Gazu G.

A profesor Coleman? Oczywiście antidotum na Gaz G mogłoby pokrzyżować plany nazistów, dlatego zapewne trzymają go w odosobnionym miejscu. Czyli gdzie? Na szczęście z pomocą przychodzi przypadek, a właściwie cała seria przypadków, z których zbudowany jest ten niedorzeczny film. Z braku pomysłów Phil i Kathy postanawiają się napić. W barze przy hotelu spotykają... Susan, drugą córkę profesora (tę porwaną w pierwszej części). Ona nie bardzo wie, co tu robi, ale przypomina sobie że porwali ją Niemcy. Poza tym nieźle się bawi. Na scenie pojawia się też Vasquez, płatny morderca - i szybko ginie, zastrzelony przez Camino. Wtedy do akcji wkracza również Alaniz, szef policji który aresztuje Phila i wiezie go w nieznanym kierunku. Czyli do prezydenta Juana, gdzie niewiadomym sposobem znajduje się również Kathy.

Sytuacja nie wygląda wesoło, bo wszyscy w Mandorze wydają się być po stronie nazistów. Dlatego Kathy, Phil i Camino trafiają do celi, gdzie jest już... profesor Coleman. Siedzi pod rozkręconym na cały regulator głośnikiem, ale nie daje się złamać i przepisu na antidotum nie wyjawia. W ten sposób zguba zostaje znaleziona, teraz trzeba się jeszcze stąd wydostać. I pokrzyżować plany Hitlera. Na szczęście hitlerowscy strażnicy okazują się ostatnimi łajzami, którym wystarczy podstawić nogę. Co prawda wpada jeszcze prezydent z pistoletem i z szefem policji, ale tylko po to by wyjaśnić, że są po dobrej stronie, a Camino to jego syn. Cała dość już liczna grupa rusza do ucieczki, a rozgniewani hitlerowcy przyspieszają uruchomienie planu, poganiani przez gromko pokrzykującego na nich Fuhrera (skrzynka pod słojem to zapewne aparatura nagłaśniająca).

 211

Z nie do końca jasnych powodów uciekinierzy zamiast na lotnisko trafiają do "rendez vous point", czyli miejsca gdzie rozpocząć ma się zbrodniczy plan. Hitler i świta są już na miejscu, za chwilę wylądują "generałowie" - cała historia dzieje się o północy, ale sceny kręcone są w pełnym świetle dnia. Aktorzy starają się tego nie zauważać, i mówią na przykład "brzmi jak samolot" patrząc na latający nad nimi samolot. Ruszają też do akcji w stylu Commando - jednym granatem załatwiają armię Hitlera (czyli dziesięciu blond-osiłków na ciężarówce). Drugim generałów - czyli dwóch dziadków, którzy wysiedli z samolotu. A trzecim samego Hitlera - pozwalając spłonąć jemu i jego przybocznym zanim diabelski plan wejdzie w życie.

I tak historia się kończy, można wracać do Ameryki zażegnawszy groźbę powrotu III Rzeszy. Tylko Susan w międzyczasie zdążyła wyjść za Camino, co daje okazję do paru długich pocałunków i jeszcze jednej kolejki w barze.

A widz może w spokoju pomyśleć o co w tym wszystkim chodziło. Na czym właściwie polegał plan hitlerowców? Żeby wytruć ludzkość Gazem G? Kim by wtedy rządzili? I czy na pewno dwa małe pojemniczki z tym gazem wystarczą by przejąć władzę nad światem? I po co im profesor Coleman? Jeśli nie chcieli, by ktokolwiek poznał przepis na antidotum, dlaczego go po prostu nie zastrzelili? A jeśli właśnie potrzebowali antidotum, dlaczego rozpoczęli akcję nie znając "formuły"? A co najważniejsze, skąd się brała niezachwiana wiara, że Hitler w postaci samej głowy będzie skuteczniejszy niż Hitler w całości i poprowadzi ich do zwycięstwa? Chociaż akurat Hitler jest barwną postacią - grający go Bill Freed stara się dodać postaci charyzmy i robi diaboliczne miny za każdym razem gdy jego podopieczni popełnią jakiś zły uczynek.

 252

Na nazistowsko-fantastycznych motywach można nakręcić dobry film akcji, czego dowodem choćby "Chłopcy z Brazylii". Ale "They Saved Hitler's Brain" to nie ten przypadek, mimo że za sam tytuł należy mu się miejsce w kanonie światowego filmu. Jeżeli jednak ktoś polubił temat, i chciałby zobaczyć więcej nazistowskich głów oczekujących na powrót III Rzeszy, polecam "The Frozen Dead"... Nie jestem tylko pewien, czy wystepuje tam osobiście Hitler.

Czego się nauczyłem:

- do pokrzykiwania na podwładnych nie są potrzebne płuca

- jeżeli planujesz zaskoczyć śledzącą cię osobę brawurową akcją, upewnij się że pistolecie zostały ci jakieś naboje

- jeżeli ścigający nas samochód jest tuż za nami, nie zatrzymujemy się przy budce telefonicznej żeby zadzwonić. Nie uciekamy też o wschodzie słońca, przed wypiciem porannej kawy

W następnym odcinku:

Czas na coś ambitniejszego - "Le Viol du Vampire".

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
strelnik
Czas publikacji:
niedziela, 01 listopada 2015 19:31

Polecane wpisy

  • 79 – Deadly Eyes (1982)

    Z pudełka: Nad Detroit, oprócz biedy, bezrobocia i samochodowych spalin, nadciąga nowa plaga - szczury. Wyrośnięte na genetycznie modyfikowanej kukurydzy, zagu

  • 78 – De Lift (1983)

    Z pudełka: Seria makabrycznych wydarzeń wstrząsa nowo oddanym biurowcem. Pozornie ludzie giną przypadkowo, wskutek nieszczęśliwych zbiegów okoliczności. Dlacze

  • 77 – Blood Freak (1972)

    Z pudełka: Herschell, weteran z Wietnamu,próbuje się odnaleźć w powojennej rzeczywistości. Zbiegiem okoliczności trafia do hipisowskiej komuny, dzielącej czas