Nie nadaje się do spożycia

Wpis

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

75 – Contamination .7 (1993)

Z pudełka: Wokół atomowej elektrowni dzieje się coś złego. Okoliczne lasy stały się nieprzyjazne, ludzie mówią że w nich szura i trzeszczy. I skąd to wrażenie, że ciągle ktoś (coś?) na nas patrzy? Szeryf może myśleć, że młodzi fantazjują - ale gdy zaczynają znikać najpierw psy, a potem mieszkańcy miasteczka, sprawa robi się poważna. Czy jednak lokalna społeczność znajdzie w sobie tyle siły i sprytu, by rozwikłać zagadkę zanim będzie za późno?

Nie na temat: Czego powinienem oczekiwać po filmie, w którym główne role grają Bubba Reeves i Chelsi Stahr? A dyrektor artystyczny nazywa się Max Slowing? A dorzućmy jeszcze, że "Contamination .7" znany jest pod dwoma innymi tytułami. "Creepers", co jeszcze mogę zrozumieć, bo pełzanie jest ważnym elementem fabuły. Oraz... "Troll 3" - mimo że w filmie nie pojawia się - nawet na sekundę! - żaden troll. Ostatni tytuł daje jednak ważną wskazówkę - za "Contamination .7" stoi ekipa, która stworzyła inne arcydzieło: "Troll 2". W tym scenarzyści: Rosella Drudi i Claudio Fragasso, a przede wszystkim reżyser / producent Joe D'Amato.

Tutaj D'Amato ukrył się pod pseudonimem jako David Hills (co ciekawe, Joe D'Amato to również pseudonim - naprawdę nazywa się Aristide Massacessi). Ale wiemy już, że możemy liczyć na wszystko, co ma zwykle do zaoferowania niskobudżetowy, włoski horror. Nie żeby dzięki temu było łatwiej przemęczyć się 90 minut przed ekranem, ale przynajmniej cierpimy z kontekstem. O tym reżyserze pisałem już przy okazji "Quest for the Mighty Sword", ale lista jego 200 filmów robi takie wrażenie, że można ją przeglądać bez końca.

Dwa główne nurty twórczości D'Amato to wariacje na temat produkcji znanych i lubianych, oraz nurt "erotyczno / pornograficzny". Na początku kariery skłaniał się ku pierwszemu, tworząc najbardziej znane swoje filmy - horrory "Beyond the Darkness" oraz "Anthropophagus". Z wiekiem wyraźnie odnalazł się w tym drugim - tutaj widzimy takie perełki jak "Emanuelle i ostatni kanibale", "Erotyczne przygody Alladyna" oraz "Anal Paprika" (?!?). Recenzowanie takich filmów rozsadziłoby jednak ramy tego bloga, wracajmy więc do "Contamination .7"...

Fabuła: Scenariusz nie leżał nigdzie w pobliżu specjalisty od budowania suspensu, dlatego akcja wlecze się niemiłosiernie od początku do końca. Już pierwsza sekwencja z ciężarówką jadącą po zupełnie nijakich amerykańskich drogach może obniżyć tętno do poziomów groźnych dla zdrowia. A w odwodzie mamy jeszcze zwroty akcji idiotyczne nawet jak na standardy filmów najgorszych (o czym później). Przedstawmy więc bohaterów tej przygody:

W jednym kadrze zebrały się trzy pierwsze ofiary morderczych korzeni - Susan, Stary Jack i jego pies Chester. Czekają na swój los na zapomnianej stacji benzynowej, której Jack jest właścicielem. 

Pierwszy ginie oczywiście biedny Chester, który zrywa się w nocy z łańcucha, ale nie ma szans w starciu ze zdrewniałym przeciwnikiem. Podobnie jak Stary Jack, mimo naładowanej dubeltówki i szczerych chęci, by swego psa pomścić. Historia Susan jest dłuższa - znalazła się na stacji przypadkiem, nabrawszy się na stary numer z rejsowym autobusem odjeżdżającym, gdy skoczyła do toalety (Ameryka to dziki kraj - nawet w Polsce wołaliby chyba za kierowcą 'Halo, nie odjeżdżaj pan, dziewczyna wyszła za potrzebą'. A tam nic). Potem chciała przejechać do pobliskiego miasteczka korzystając z okazji, ale trafiła na oblecha z niecnymi zamiarami. Oblechowi uciekła do lasu, ale korzeniom już nie...

Scenarzyści przez połowę filmu trzymają nas w niewiedzy - sceny z sunącą tuż nad leśną ściółką kamerą, plus odgłosy chrupania, mogą sugerować, że to mordercze borsuki, albo bobry ruszyły do ataku. Ale dość szybko prawdziwa natura zmutowanych okazów amerykańskiej flory wychodzi na jaw.

Mózg całego diabelskiego planu - szef elektrowni atomowej (ten mały pod krawatem), jego pomocnik (w kitlu) oraz Doktor Taylor (ten w niebieskiej koszuli i spodniach zawadiacko noszonych bez paska), który jako pierwszy zaczyna coś podejrzewać. Dr Taylor to tęgi umysł, ale życiowa niedorajda (być może to cecha wszystkich doktorów fizyki), więc śledztwo prowadzi dość niemrawo, snując się po lesie z licznikiem Geigera. Szczególnie, że swymi odkryciami dzieli się w pierwszej kolejności... właśnie z szefostwem elektrowni. Ale ostatecznie to on dorzuci brakujący fragment układanki (w postaci mapy zostawionej u miejscowej prostytutki) i pomoże ujawnić spisek.

Swoją drogą, żeby odpady radioaktywne z własnej elektrowni wyrzucać kilkanaście kilometrów dalej w pobliskim lesie, i żeby można było wozić je bez żadnego nadzoru na pace ciężarówki... Takie rzeczy tylko w Ameryce. Ale i diabolicznego szefa dosięgnie sprawiedliwość - gdy prawda o zmutowanych korzeniach wyjdzie na jaw, po prostu palnie sobie w łeb...

Dwójka głównych bohaterów - Jossie i Matt. Właściwie to nie chcieli się zajmować korzeniami, w głowie były im bardziej przyjemne sprawy. Jossie wróciła na prowincję z 'Wielkiego Miasta', i obydwoje z Mattem dziarsko zabrali się do odświeżania starej znajomości. Ale sytuacja ich przerosła, kolejne trupy znajdowane w lesie burzą romantyczną atmosferę i powodują, że odechciewa się amorów. Później dołącza do nich jeszcze Brian, wnuk Starego Jacka, który chciałby się dowiedzieć, co właściwie stało się z jego dziadkiem, że nie można nawet obejrzeć zwłok. A że z zawodu jest dziennikarzem śledczym, to nie kupuje łatwo kolejnych wyjaśnień Szeryfa...

Szeryf - oprócz tego, że jest bardziej drewniany niż mordercze korzenie - pozostaje w zmowie z kliką z elektrowni. Dlatego zrobi wszystko, by zatuszować kolejne zgony, a nawet by pozbyć się ekipy detektywów-amatorów. Ale tylko do czasu, gdy w przyczepie Starego Jacka, gdzie meandry fabuły zagnały głównych bohaterów, sam nie padnie ofiarą pełzających zabójców. Stając się przy tym podmiotem jedynej mocnej sceny w filmie, z korzeniem wychodzącym przez oko (a właściwie przez plastikową atrapę).

W tym momencie wszystkie elementy układanki są już na swoim miejscu - beczki z radioaktywnymi odpadami, zmutowane korzenie, seria zgonów. Reszta to elementarna dedukcja. Tym łatwiejsza, że korzenie przypuszczają właśnie frontalny atak na miasteczko, i nie zamierzają brać jeńców.

W tym momencie następuje zwrot akcji, po którym osłupiałem - mieszkańcy tej mieściny na spontanicznym zebraniu uradzają, że aby pozbyć się zarazy, należy... zakopać beczki. Dlatego chwytają szufle i łopaty, jakie kto ma pod ręką, i wsiadają na swoje pick-upy, by zrobić z radioaktywnym odpadem porządek.

Pomyśleliście może, że lepiej byłoby wezwać specjalistów? Albo uciekać? Nie w Ameryce, gdzie każdy jest panem swego losu. A z pick-upem, strzelbą i łopatą potrafi czynić cuda. Promieniotwórczości przecież nikt nie widział, więc nie ma się czego obawiać. A poza tym korzenie pozrywały linie telefoniczne (ale jak? poprzegryzały???). Co ciekawe, nawet brak kontaktu z elektrownią atomową nikogo w Stanach nie niepokoi.

Beczki nie zamierzają się jednak poddać bez walki. Armia korzeni przypuszcza kontrnatarcie, i skromne siły mieszkańców miasteczka szybko topnieją. Szczególnie, że zamiast zakopywać, z jakiegoś powodu zaczynają radioaktywny ładunek pakować na swoje samochody... Na szczęście w ostatniej chwili przybywa odsiecz. Brian, który jako jedyny zachował resztki zdrowego rozsądku (może dlatego, że nietutejszy), pojawia się na czele brygady spychaczy, i daje beczkom (i korzeniom) ostateczny odpór, przykrywając je grubą warstwą ziemi.

Świat został uratowany. I tylko ja do końca nie dowiedziałem się, jak właściwie te korzenie zmutowały? Czy oddzieliły się od swoich macierzystych drzew, i pod postacią wielkich drewnianych dżdżownic przemierzały świat, czy też niczym Plastic Man zyskały zdolność rozciągania się na setki metrów i atakowania niczego nieświadomych ofiar? Przyznacie, że to ciekawe. Niestety, film nie doczekał się sequela, w którym znalazłbym pewnie odpowiedź...

Czego się nauczyłem:

- drogie panie, jeżeli jeździcie autostopem, pod żadnym pozorem nie wsiadajcie do samochodu, którego kierowca oferuje, że podwiezie was gdziekolwiek, ma fryzurę 'krótko z przodu długo z tyłu' i oblizuje się na wasz widok!

- lato na Alasce (bo tam dzieje się film) potrafi być niezwykle gorące - bohaterowie ciągle narzekają na upał, niektórzy decydują się nawet na kąpiel w wodospadzie (fakt, że w ubraniach)

- mimo gorącego i suchego lata, w kluczowym momencie akcji na pewno pojawi się wielka, pełna błota kałuża, skutecznie odcinając drogę ucieczki samochodem

- amerykańskie przyczepy kempingowe są niezwykłe - w ich wnętrzu panuje wieczna noc, nawet jeśli na zewnątrz jest piękny słoneczny dzień

W następnym odcinku:

Film, po którym sporo sobie obiecuję - "The Clones of Bruce Lee".

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
strelnik
Czas publikacji:
poniedziałek, 21 kwietnia 2014 21:47

Polecane wpisy

  • 82 – Le Viol du Vampire (1968)

    Z pudełka: Czy cztery piękne dziewczyny mieszkające w odludnej posiadłości to wampiry? Czy tylko ofiary chorej wyobraźni sprytnego zarządcy? Spróbuje to wyjaśn

  • 81 – They Saved Hitler's Brain (1968)

      Z pudełka: Wokół profesora Colemana z dnia na dzień gęstnieje atmosfera. Jego badaniami nad antidotum przeciwko śmiertelnemu Gazowi G interesuje się arm

  • 80 – The Creeping Terror (1964)

    Z pudełka: Na amerykańskiej prowincji ląduje tajemniczy obiekt. Okoliczni mieszkańcy podejrzewają awarię samolotu, ale szybko orientują się, że to przybysze ni

Komentarze

Dodaj komentarz

  • astroni napisał(a) komentarz datowany na 2014/09/06 23:35:45:

    Ale mi się podoba ten styl! Szeryf bardziej drewniany niż drzewa, hehe ;D
    Nooo, powiedz, kiedy więcej, proszę!

Dodaj komentarz